Mimi

Mam na imię Mimi. Urodziłam się 30 sierpnia 2007 roku. Mój tatuś o imieniu Zgaduj, który był koniem rasy arabskiej poderwał piękną Morrigan, klacz rasy fryzyjskiej i tak poczęłam się ja.

Jestem bardzo ambitną, szybko uczącą się oraz bardzo ciekawą ludzi i świata klaczą. Cechy te odziedziczyłam po swoich rodzicach.

Konie rasy arabskiej, których krew płynie w moich żyłach za sprawą taty, to gorącokrwiste, wszechstronne i bardzo inteligentne wierzchowce. Należą do najstarszej obecnie rasy, uważanej za kwintesencję piękna konia. Są bardzo wytrzymałe, niewymagające w hodowli i szybkie w galopie. Na długich dystansach nie mają sobie równych. To konie życzliwe, wrażliwe i przywiązane do człowieka, o żywym temperamencie, lecz zawsze posłuszne. 

Mój krewki, arabski charakter został nieco ostudzony dzięki mamie, czyli klaczy konia fryzyjskiego. To rasa zimnokrwista, liczącą ponad trzy tysiące lat. Pochodzi z Fryzji, prowincji w Holandii. Już Rzymianie opiewali zalety koni tej rasy. Były one początkowo wykorzystywane jako konie robocze, a później jako wierzchowce dla zbrojnych rycerzy, gdyż cechowała je wytrzymałość i cierpliwość. W czasach baroku, konie fryzyjskie, z uwagi na niesamowitą pojętność i piękny ruch, używane były głównie w barokowych szkołach jazdy, zdobywając sławę w Hiszpańskiej Szkole Jazdy. Jako konie o niezwykle spokojnym charakterze i wspaniałej karej maści, Fryzy stały się także luksusowymi końmi zaprzęganymi do karet i powozów, używano ich także w wyścigach kłusaków. Współczesne konie fryzyjskie wykorzystywane są na wiele sposobów. Sprawdzają się jako konie spacerowe, ujeżdżeniowe, zaprzęgowe oraz w pokazach rewiowych. Świetnie nadają się też do hipoterapii. Bardzo dobry charakter, wysoka inteligencja i ich chęć współpracy z człowiekiem, pozwala na wykorzystywanie Fryzów do jazdy wierzchem nawet przez osoby o dużym stopniu niepełnosprawności.

Jak można nie być cudownym koniem jeśli się ma takie pochodzenie? Moja poprzednia właścicielka uważa, że odziedziczyłam to, co najlepsze, a ja przez grzeczność nie zaprzeczę :-). Znam wszystkie końskie chody, poznałam też podstawy ujeżdżenia. Jestem ambitna, szybko się uczę i bardzo skupiam na jeźdźcu, starając się być wierzchowcem jak najbardziej wyrozumiałym i wybaczającym wszelkie błędy. Jestem chyba też niezłym nauczycielem. To ze mną moja była pani wykonała pierwszy galop. Od koni, z którymi mieszkam teraz dowiedziałam się, że i tu czekają na mnie początkujący jeźdźcy, których muszę przekonać, że galop to coś wspaniałego. Ten wiatr we włosach i niesamowita wolność - tak mówiła moja poprzednia właścicielka. Tak, to coś wspaniałego czego się nie zapomina i za czym się tęskni, a ja kocham galop. Ostatnio miałam trochę mało ruchu, bo moja była pani nie mogła poświęcić mi tyle czasu, ile by chciała. Dlatego też zdecydowała, by zajął się mną ktoś inny. Wiem, że się martwi, jak jest mi w nowym miejscu, czy i tu kochają mnie tak, jak ona? A tutaj codziennie mnie czyszczą, wyczesują grzywę i ogon, dostałam też pierwsze w moim życiu podkowy. Jeśli nikt mnie nie dosiada, to chociaż biegam na lonży, albo wspólnie z innymi końmi hasam po pastwisku. Czyli nie jest mi tu źle, dbają tu o mnie wspaniale, jak o swoje własne, choć w Ośrodku jestem koniem - pensjonariuszem. Zawsze też można mnie przecież odwiedzić!